środa, 21 lutego 2018

Początki niedoskonałej

Kurcze, wiecie co? Jak to jest, że człowiek ciągle chce zaczynać od początku? Od poniedziałku, od pierwszego, od wakacji, od nowego roku szkolnego, akademickiego, od pierwszego stycznia. Właśnie jestem w takim momencie - stoję na końcu jednej, a jutro będzie nowy początek. Nowy semestr. 

Jestem na czwartym roku, ostatni semestr spędziłam... głównie skupiając się na pracy. Jestem przez to trochę zła na siebie, bo obiecywałam sobie coś zupełnie innego (zresztą jak zawsze). Jak zawsze mówię sobie, będę chodziła na wykłady, nie będę opuszczała zajęć, przeczytam literaturę wcześniej niż przed samym egzaminem. DRAMAT.

Tak i właśnie dziś, siedzę przed laptopem, w otoczeniu kolorowych długopisów, mazaków, notesów i zeszytów - przygotowana do nowych przedmiotów. Czuję ekscytację, że będę mogła kontynuować pisanie swojej pracy magisterskiej, zbierać dane do badania, poznawać przedmioty, które serio, serio, serio mnie interesują.

Bo ta moja psychologia jest naprawdę wspaniała. Ten kierunek był absolutnie moim wymarzonym. O ile na początku jednak czułam niepewność, bo coś tam mi się nie podobało, bo nie mogłam znaleźć w niej swojej niszy, to teraz mam swoje źródło inspiracji. Teraz czuję ekscytację na myśl, że będę mogła się uczuć, zdobywać wiedzę i może coś więcej. Coś niesamowitego. 

To dla mnie wyzwanie, bo... nie jestem dobra w dotrzymywaniu swoich planów. Nigdy, chociaż uwielbiam planować, tworzyć cele. To moje dobre samopoczucie w tym wszystkim. To mój spokój. 


I wcale nie to, że nie będę nic innego robiła. Mam całą listę książek do przeczytania, seriale i filmy do obejrzenia. Muszę zadbać o przyjaźń, kiedy przyjaciółka jest paręset kilometrów oddalona, czasem trudno pamiętać o tym, co jest najważniejsze. 

Jeden priorytet kłóci się z innym. Który najważniejszy, co wygra, a co przegra? Jak pogodzić i związek, i studia, i pracę, i gotowanie i sprzątanie, i rodzinę oddaloną o kolejne kilometry, przyjaciół? Gdzie jest ten złoty środek i dlaczego nigdy go nie potrafiłam znaleźć, mimo że ja naprawdę uwielbiam organizować, planować. I chociaż wyrabiam się z czasem, ciągle czuję coś nie tak. 

Może to nie jest najważniejsze, żeby było, jak najlepiej w każdej kwestii, a by być zadowolonym i żeby działało na każdej linii. Mimo że mam dopiero (albo już) 23 lata (STRASZNIE TO BRZMI) to nadal długo czułam się jeszcze dzieckiem. A może zbyt długo powstrzymywałam się przed tym, by poczuć się jak dobrą i być naprawdę kobiecą. Teraz czuję - to właśnie ta pora. Pora dorosnąć, być świadomie niedoskonałą, ale szczęśliwą. Ciągle zaczynającą od nowa, początkująca. Łamiąca obietnice składane samej sobie, ale wiecie co? Nie szkodzi. 

Szczęśliwa, spełniona, zakochana, ambitna i inteligentna. 
Niedoskonała.