piątek, 31 marca 2017

życie, och życie

Naprawdę mnie poniosło, ale dawno nie czułam się tak szczęśliwa. Tak naprawdę, aż mi nudno od tego zadowolenia, brakuje mi wrażeń, smutku, łez z bezsilności. Dziwne?

Mam wspaniałego mężczyznę, który kocha mnie taką, jaka jestem, z marudzeniem, z pasjami i z gadaniem o rzeczach, o których on nie ma pojęcia, ale lubię jak mnie słucha i śmiesznie kiwa głową. Lubię jak mówi mi o swoich samochodach, na czym ja totalnie się nie znam, ale fajnie jest się uśmiechać, fajnie na niego patrzeć, jak patrzy na mnie z politowaniem, kiedy kolejny raz mówię mu o jakimś pukaniu w samochodzie. Super wygląda, kiedy opiera się o samochód i patrzy pod maskę. 

Mam cudowne mieszkanie, w którym ciągle coś zmieniam, bo notorycznie mi coś przeszkadza. I bałaganiarza w nim, co nic nie ogarnia. 

Mam wspaniałą pracę, która czasami spędza mi sen z powiek, a w niej kilkudziesięciu dzieci, z którymi uwielbiam się bawić, a w nim kilkanaście urodzin w miesiącu, podczas których bawię się jak małe dziecko, a do domu wracam z podwójną energią, mimo że przecież całą ze mną wyssały małe stwory. 

Studiuję, mam wspaniałą profesor, która wpoiła we mnie niesamowitą pasję do dzieciaków, do kształtowania ich, do poszerzania wiedzy w tym zakresie i zdobywania doświadczania. Jest najwspanialsza. I jest dopiero drugą nauczycielką, która wywarła na mnie tak ogromne wrażenie i zyskała tak ogromny mój szacunek. Od kiedy mam z nią pojęcia, właśnie życie mnie pochłonęło i wsiąkłam całkiem w to, co daje mi życie i opcje, jakie przede mną otwiera.

Czuję się spełniona, szczęśliwa, usatysfakcjonowana i chcę, pragnę, potrzebuję ciągle więcej.