czwartek, 9 lutego 2017

Ja nie chcę być jeszcze żoną!

Sesja prawie mnie pokonała. Prawie. Dostałam nauczkę i już wiem, co będzie moim zamierzeniem na kolejne miesiące, niestety. Co prawda, to wyzwanie marcowe wcale a wcale mnie nie cieszy, ale trzeba :) Obiecałam sobie, że 2017 będzie rokiem pracy nad sobą i będzie :). 

Od paru miesięcy jestem szczęśliwie zakochana, nie jak małolata, ale tak całkiem spoko. Umiejętność radzenia sobie z miłością, z przyjaciółmi, z nauką i innymi obowiązkami prawie zginęła, ale ostatecznie dałam radę to wszystko uporządkować, bo wszystko jest stuprocentowo ważne i znaczące. 

źródło
Fajna jest taka miłość. Ona i on. Widywanie się, wspólne spędzanie czasu, czasem nic nie robienie, kino, jedzenie, zakupy. Umawiacie się, idziecie gdzieś i żegnacie się pocałunkiem pod domem albo wchodzicie razem do mieszkania któregoś z was. 

Inna opcja jest u mnie. Nie było randek, nie było wspólnych wyjść. Była taka małżeńska miłość. Przyjechał po pracy, zjadł przygotowany przeze mnie obiad, odpoczął na fotelu, oglądając telewizję. I tak został. Przystojny, zapracowany, zachowujący się jak mąż. A ja, chcąc nie chcąc, zostałam żoną, bez zaręczyn ani bez ślubu. I wiecie, cudownie jest widzieć jak mu smakuje obiad przygotowany przeze mnie, jak przytył dzięki mojej kuchni, ale... nie pisałam się na razie na gotowanie obiadków, sprzątanie po nim ani na pranie. I co zrobić, droga miłości, która powodujesz, że nawet bycie jego nie żoną żoną mnie cieszy, mimo że tego nie chcę? 

Zawsze marzyłam o takiej dojrzałej miłości, w której będę czuła się stabilnie, ze swoim niestabilnym charakterem. I mam. Fajnie. Czasem tylko jestem nią zmęczona, może faktycznie nie dojrzałam jeszcze do roli żonki i matki (ale w zasadzie, mam dopiero 22 lata, więc chyba jestem usprawiedliwiona?) Mężczyzna kończy niedługo 27 lat. Spoko. Troszkę zderzają nam się momenty życiowe, moje studia, jego chęć rozwoju i zakładanie domu. Jak wybrnąć?